Przejdź do treści

Samorządy powinny skorzystać na megaustawie

Data: 2010-07-30 00:00:00
Samorządy powinny skorzystać na megaustawie

Rozmowa z Pawłem Olszynką, analitykiem rynku telekomunikacyjnego z firmy PMR  na temat tego, czy ustawa o  wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych może spełnić swe zadania, co dziś jest główną barierą przy podejmowaniu inwestycji telekomunikacyjnych i czy samorządy sprawdzą się w roli operatorów telekomunikacyjnych.

Rozmowa z Pawłem Olszynką, analitykiem rynku telekomunikacyjnego z firmy PMR

MAREK JAŚLAN: 17 lipca 2010 r. w życie weszła ustawa o  wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych, tzw. megaustwa. Czy pana zdaniem słuszne są nadzieje na pozytywne skutki jakie ma ona przynieść w zakresie rozwoju infrastruktury szerokopasmowej w Polsce?

PAWEŁ OLSZYNKA: Nie sposób kwestionować, że ustawa jest bardzo korzystna dla rynku i szereg przepisów, które ona wprowadza, powinno już dawno funkcjonować. Ot chociażby te,  dotyczące usuwania barier prawnych i administracyjnych w zakresie dostępu do gruntów i budynków. Przy nowych i modernizowanych drogach konieczne będzie umieszczanie kanałów, którymi można puścić kable telekomunikacyjne. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad oraz samorządy, jako zarządcy dróg, będą miały obowiązek budowy tego typu instalacji. Dotychczas takiego obowiązku nie było.
Podobnie rzecz się ma z infrastrukturą energetyczną, gazową i kanalizacyjną. W myśl zapisów nowej ustawy firmy energetyczne będą miały obowiązek umożliwiać podczepienie światłowodów pod swoje linie energetyczne, a przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne będą musiały udostępnić studzienki, w których umieszczone zostaną kable – wszystko na potrzeby budowy sieci telekomunikacyjnej/światłowodowej.
Plusem jest też na pewno doprecyzowanie pojęcia instalacji teletechnicznej oraz wymóg wyposażenia nowych budynków przez deweloperów. Obecnie ma to być infrastruktura, która zapewni dostęp do internetu o takiej jakości, by można nią było przesyłać sygnał telewizji cyfrowej wysokiej rozdzielczości.

A jakie są dzisiaj główne przeszkody w rozwoju intrasfruktury internetowej w Polsce i czy megaustawa zaradzi tym bolączkom?
 
Przeszkody są podobne do barier rozwoju samego rynku telekomunikacyjnego. Wskazują na nie największe firmy telekomunikacyjne w badaniu PMR. Na czele tej listy jest słaba dostępność  kapitału na inwestycje, na co wskazuje 47 proc. respondentów.  Inne to niekorzystna sytuacja gospodarcza czy złe rozwiązania prawne. Dla niektórych nawet działania regulatora mogą być barierą. Wszystko zależy od punktu widzenia.
Ja bym od siebie dodał, że na niektórych obszarach operatorom nigdy nie będzie się opłacało inwestować. To czysty rachunek ekonomiczny. Bez dofinansowania, subwencji czy interwencji samorządów nie ma na to szans. I tu jest głównie rola regulacji.
Czy megaustawa temu wszystkiemu zaradzi? Na pewno nie rozwiąże wszystkich problemów, ale jest krokiem w dobrą stronę. Wiele będzie zależeć, jak to często bywa, od przepisów wykonawczych do ustawy.

Magdalena Gaj, wiceminister infrastruktury odpowiedzialna za rynek telekomunikacyjny w jednym z wywiadów mówiąc o megaustawie stwierdzała, że dzięki temu za pięć lat 95 proc. Polaków będzie miało dostęp do Internetu. Czy to realne?

Trudno  mi to komentować – nie wiem na jakich założeniach Pani Minister opiera swoje prognozy. Z jednej strony, pięć lat to odległa perspektywa. Z drugiej, trudno uwierzyć, że nagle wszystkie samorządy, szczególnie te małe gminy o niewielkim budżecie, nawet otrzymując dofinansowanie ze środków UE, zabiorą się za budowę własnej infrastruktury telekomunikacyjnej i będą zarządzać siecią. Inne kwestie – czy znajdą wykonawców dysponując określonymi funduszami? Na ile użyteczny będzie dla samorządów model współfinansowania czy dopłat do inwestycji czy świadczenia usług przez operatorów, który umożliwia ustawa? Obecnie ustawą interesują się głównie przedstawiciele władz większych miast, gdzie konkurencja na rynku dostępu do internetu jest relatywnie największa.
 
Tymczasem ostatnio słyszeliśmy o rozbieżnościach między UKE a MSWiA co do pieniędzy na  uruchomienie przez UKE - w ramach tzw. projektu systemowego - instytucji doradzającej samorządom, jak przebić się przez unijne i polskie procedury. Tymczasem MSWiA, która ma środki na ten projekt, ma teraz inny pomysł na wykorzystanie tych pieniędzy. W związku z powodzią chce te pieniądze przenieść na „Informatyczny system ochrony kraju przed nadzwyczajnymi zagrożeniami”.  Na ile brak takiej instytucji doradczej może sprawić, że megaustawa będzie martwa i nie wykorzystamy środków unijnych na rozwój sieci szerokopasmowych?

W przypadku mniejszych gmin to będzie mieć kapitalne znaczenie. Te projekty nie będą z pewnością łatwe. Bez takiego wsparcia może się okazać, że lokalne władze nie zabiorą się za to wcale lub szybko dadzą sobie spokój, ginąc w gąszczu dokumentów, wniosków, itd. Ponadto często jest tak, że samorządy inwestują nie robiąc pełnego rozeznania w istniejącej infrastrukturze i planach operatorów. 
Trzeba też pamiętać, że infrastruktura telekomunikacyjna jest często postrzegana jako relatywnie mniej ważna zarówno przez władze jak i mieszkańców tych miejscowości. O wiele ważniejsze są choćby instalacje wodnokanalizacyjne czy lepsza infrastruktura drogowa. Myślę, że w niektórych przypadkach można by to umiejętnie połączyć.

A dlaczego pana zdaniem środki unijne na rozwój sieci szerokopasmowych zostały wykorzystane zaledwie w kilku procentach?

Tak jak wspomniałem wyżej – skomplikowane procedury i brak jakiegokolwiek własnego budżetu na ten cel przede wszystkim. W przypadku części gmin bez dodatkowego wsparcia realizacja takiej inwestycji przekracza ich kompetencje. Dla innych jakakolwiek partycypacja w takim projekcie, nawet przy wsparciu z funduszy unijnych, to i tak za dużo. Widać tu analogię do małych firm, które korzystają w Polsce z funduszy unijnych. Z ostatniego badania PMR z marca 2010 r. wynika, że robi to 2 proc. podmiotów.

Ustawa daje samorządom możliwość  pełnienie roli operatora telekomunikacyjnego. Czy samorządy pana zdaniem mogą sprawdzić się w tej roli?

„Operatora telekomunikacyjnego” – tak, to brzmi poważnie. Ja bym jednak tego akurat nie demonizował, jeśli mogli lokalni ISP i sieci osiedlowe, to mogą również samorządy. Kwestia znalezienia odpowiednich administratorów i serwisantów. To jest sprawa, która musi być na pewno rozwiązana na etapie planowania budowy infrastruktury, żeby nie było potem kłopotu. Zupełnie odrębną kwestią jest opłacalność utrzymania takiej sieci i wpływ inwestycji samorządów na konkurencyjność rynku. Dlatego tak ważne jest, by nie dublować infrastruktury z sieciami operatorów już działających na danym terenie. W ustawie chodzi o umożliwienie dostępu do internetu w miejscach, gdzie jest on utrudniony bądź niemożliwy. Inwestycje na terenach wiejskich dużo rzadziej są zyskowne dla operatorów.

Niektórzy operatorzy trochę się obawiają, że samorządy mogą być dla nich konkurencją na rynku Internetu. Czy słusznie?

Nie powinni. Jak już wspomniałem, ustawa daje priorytet inwestycjom, które operatorom opłacają się mniej lub wcale, więc trudno tu mówić o zaburzaniu konkurencji. Oczywiście ważne jest, jak to będzie wyglądało w praktyce.

Inni z kolei podkreślają, że świadczenie usług operatorskich będzie dużym wyzwaniem organizacyjnym dla samorządów i  nie będzie możliwe bez pomocy doświadczonych operatorów, którzy posiadają odpowiednie zaplecze.  Dlatego liczą, że na tym skorzystają. Czy ich rachuby są słuszne?

Na pewno będzie to duże wyzwanie organizacyjne. W przypadku większych projektów niezbędna może się okazać kooperacja z operatorami. Z drugiej strony, ważna jest skala takich inwestycji, a ta w większości przypadków nie będzie „ogólnopolska”. Proszę mi wierzyć, że czym innym jest administrowanie siecią obejmującą np. 200 gospodarstw domowych, a czym innym obsługa klienta i sieci w przypadku 30 tys. abonentów czy kilkuset firm.
 
A jak powinna wyglądać pana zdaniem modelowa współpraca pomiędzy samorządem a operatorem?
 
Samorząd musi być przede wszystkim dokładnie doinformowany, co do stanu faktycznego w zakresie infrastruktury na swoim terenie. Nie zaszkodzi również zapytać o plany większych operatorów o zasięgu krajowym lub dostawców działających na obszarach sąsiadujących. Jednak to przede wszystkim sam operator musi być zainteresowany inwestycjami na danym terenie. Idealna sytuacja to taka, w której operator inwestuje, a samorząd mu nie przeszkadza. Świetnie, jeśli jest dodatkowo w stanie coś ułatwić - lokalizacja nadajników, dofinansowanie dostępu dla osób będących w trudniej sytuacji materialnej, itp. Trudno jednak wymagać od samorządów, żeby tylko czekały z założonymi rękami, aż ktoś kiedyś do nich przyjdzie. Moim zdaniem, ogromny plus można przyznać władzom lokalnym już za zainteresowanie tematem i umieszczenie rozwoju szerokopasmowego internetu wśród własnych priorytetów.

Samorządy będą budować sieci korzystając ze wsparcia unijnego. Potem jednak tę sieć trzeba utrzymać. Czy będą one pana zdaniem w stanie przynajmniej zrównoważyć przychody i koszty na tym polu, a by nie było to rujnujące dla budżetu gminy? A może te inwestycje będą dla nich źródłem przychodów?

Nie będzie łatwo wyjść na zero i trzeba się liczyć z dopłacaniem do tego przedsięwzięcia. Owszem, odpada skądinąd poważny problem zwrotu z inwestycji budowy infrastruktury i współpracy z władzami lokalnymi - z samym sobą łatwiej się współpracuje - ale to wcale nie oznacza, że sieć będzie potem samowystarczalna. Problem będzie oczywiście tkwił w ilości odbiorców końcowych, gotowych i będących w stanie zapłacić określoną cenę za usługi. Z moich obserwacji rynku małych ISP wynika, że przy liczbie poniżej 100 abonentów będzie trudno wyjść na zero i jest to wówczas bardziej hobby zapaleńca niż biznes. To zresztą prosta kalkulacja przy założeniu, że jeden abonent zapłaci ok. 50 zł na miesiąc za internet. Oprócz kosztów dzierżawy łączy, prądu, telefonów, koniecznie jest też zatrudnienie osoby odpowiedzialnej za administrowanie siecią i obsługę klienta - w przypadku sieci osiedlowych i małych lokalnych ISP tę robotę wykonuje ów „hobbysta” na własną rękę. Kosztów ewentualnych napraw i serwisu nie liczę. Oczywiście klienci mogliby potencjalnie korzystać nie tylko z internetu, ale również płacić za dostęp do innych usług jak telewizja, telefonia VoIP, itd. Pytanie tylko czy na danym terenie jest na takie usługi popyt. Skoro jednak władze lokalne decydują się na inwestycję, to powinny mieć rozeznanie w tym zakresie i albo wiedzieć, że jest duża liczba gospodarstw, którym zależy i są w stanie zapłacić za dostęp do internetu, albo godzić się na dopłaty i subsydia w imię realizowania własnych celów.

Czy istnieją jakieś rekomendacje co do technologii, na którą powinny stawiać samorządy, rozwijając sieci szerokopasmowe i czym się powinny w tym zakresie kierować? 

Obecnie większość infrastruktury na terenach słabiej zurbanizowanych, nie licząc łączy telefonicznych TP, to „radiówka”. Decydują niższe koszty. Jeśli są pieniądze, ma to być inwestycja przyszłościowa i mniej kłopotliwa w administrowaniu, to według mnie powinien to być kabel - światłowód plus „skrętka” do odbiorcy końcowego.

A czego pan zdaniem brakuje w megaustawie? 

Brakuje nie „w”, ale „do”. Brakuje odpowiednich przepisów wykonawczych, które zapewnią realizację zapisów ustawy w praktyce.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Marek Jaślan

, wydruk, pdf , Prześlij znajomym

megaustawa, prawo, samorząd, operatorzy, sieci, inwestycje, infrastruktura, fundusze, dofinansowanie

Jesteś pierwszym, który to przeczytał

przeczytaj_tresc_ponownie