Działanie 8.3 POIG - Wywiad z p.Anną Rosą, Kierownikiem Gminnego Centrum Informacji w Halinowie

Z panią Anną Rosą, Kierownikiem Gminnego Centrum Informacji w Halinowie, rozmawia Maciej Bębenek Jaki jest zakres projektu? Projekt polega na budowie infrastruktury internetowej dla 200 gospodarstw domowych, czyli wyposażenie w komputery, podłącz...


Z panią Anną Rosą, Kierownikiem Gminnego Centrum Informacji w Halinowie, rozmawia Maciej Bębenek

Jaki jest zakres projektu?

Projekt polega na budowie infrastruktury internetowej dla 200 gospodarstw domowych, czyli wyposażenie w komputery, podłączenie do internetu i przeszkolenie. Projekt finansowany z środków unijnych trwa do 30 września 2011 roku, później przez następne 5 lat sieć utrzymywana jest z funduszy gminy.

Kto jest beneficjentem tej pomocy?

Grupą docelową są osoby uprawnione do korzystania z zasiłków pomocy społecznej oraz zasiłków rodzinnych, dzieci i młodzież uprawniona do stypendiów socjalnych oraz osoby niepełnosprawne o umiarkowanym i znacznym stopniu niepełnosprawności

W jaki sposób przebiegała kwalifikacja do programu?

Przygotowaliśmy regulamin rekrutacji, ale okazało się, że wszyscy, którzy dotąd się zgłosili i spełniali formalne wymogi, zostali zakwalifikowani. W ubiegłym tygodniu zamknęliśmy liczbę zgłoszeń.

To co dla mnie było najcięższe, to osoby niepełnosprawne, które nie doczytały warunków rekrutacji. Zgłaszały się osoby niepełnosprawne o lekkim stopniu niesprawności, co automatycznie eliminowało je z ubiegania o uczestnictwo w programie.

Co się stanie, jeśli w trakcie pierwszych dwóch lat zmniejszy się liczba uprawnionych do pomocy, na przykład ktoś z rodziny znajdzie pracę i przez to znacząco zwiększy się dochód rodziny?

Ten temat też nas niepokoił. Po kontakcie z Władzą Wdrażającą dostaliśmy informację, że w takim przypadku, jeżeli osoby zostały zakwalifikowane, to w przypadku wzrostu dochodu nadal biorą udział w programie. Jedynym wyjątkiem ma być sytuacja, gdy ktoś wyjedzie do pracy za granicę. Między innymi po to dostają komputer i dostęp do internetu, żeby podwyższyć swoje kwalifikacje i znaleźć pracę.

Na jakim etapie jesteście Państwo z wdrożeniem projektu?

Do końca października powinni otrzymać komputery wraz z podłączeniem do internetu. W tej chwili trwają szkolenia.

W jaki sposób zorganizowaliście całość projektu?

Ogłosiliśmy przetarg na całość: dostawę komputerów wraz z serwisem, budowę sieci dostępowej i sam dostęp do internetu przez okres dwóch lat. Przetarg wygrała firma Crowley Data Poland. Po dwóch latach koszt eksploatacji sieci przejmuje gmina i będzie ją utrzymywać przez kolejne pięć lat.

Czy nie mieliście Państwo wątpliwości co do przekazywania dość cennego sprzętu niejednokrotnie rodzinom patologicznym?

Mieliśmy i mamy. Naszym podstawowym problemem jest fakt, że w momencie składania wniosku koszt ubezpieczenia sprzętu był kosztem niekwalifikowanym, czyli musielibyśmy pokryć go z budżetu gminy, dlatego też taka pozycja nie pojawiła się we wniosku. Nabory tegoroczne mogą już uwzględniać ubezpieczenie, ale ponieważ nie było takiej pozycji w naszym wniosku, to nie wolno nam - nawet w przypadku oszczędności – takiego kosztu dołączyć. Niemniej próbujemy się zabezpieczyć. Komputery, jakie dostarczymy w ramach programu, będą różnić się od powszechnie stosowanych komputerów domowych. Będą to urządzenia zintegrowane , gdzie jednostka centralna mieści się w obudowie monitora. Wymyśliliśmy, że może unikalny wygląd będzie argumentem odstraszającym, również dla potencjalnego kupującego. Nie będzie łatwo pójść z takim sprzętem na lokalny bazar i go sprzedać. Musieliśmy w tym celu dokonać przesunięcia części środków z budżetu, na co uzyskaliśmy zgodę Władzy Wdrażającej.

Wykonawca ma obowiązek takiego skonfigurowania sieci, żebyśmy mieli podgląd na to, czy dany komputer jest zalogowany w sieci. Jest to jedyna dla nas szansa, aby sprawdzić, czy ten komputer jest i działa, czy też zniknął. Jeżeli przez dłuższy czas nie będzie go widać, trzeba wsiąść w samochód i sprawdzić, co się z nim naprawdę dzieje.

Myśleliśmy nad ubezpieczeniem, ale tu nie jestem pewna, czy znajdzie się firma chcąca ubezpieczyć taki sprzęt. Przede wszystkim jest tu 200 różnych lokalizacji. Domy bez krat w oknach, bez alarmów, w części u rodzin patologicznych. Zakładam, że jeśli coś się z nimi stanie, to nie zginie ich większość, może 10. Muszę jakieś założenia przyjąć.

A co się stanie, jeżeli rzeczywiście zginie komputer?

Po pierwsze będziemy mieli umowę przekazania sprzętu dla konkretnego gospodarstwa domowego. Będą w niej zawarte odpowiednie zastrzeżenia, może nawet groźba postępowania sądowego. Ale i tak będziemy musieli go odkupić.

Sam sprzęt jest przekazywany beneficjentom nieodpłatnie na dwa lata, a co potem?

To nie jest tak, przecież przez następne 5 lat musimy dostarczać Internet tym gospodarstwom. Komputer musi tam stać i musi być podłączony do sieci, czyli musi też być sprawny. Sam sprzęt jest naszą własnością przez cały okres trwania projektu i okres trwałości projektu. Po jego zakończeniu, czyli po siedmiu latach – będziemy sobie musieli zadać pytanie, po co nam taki wysłużony komputer? Chociaż przewidzieliśmy pewne rozwiązanie. Pod koniec trwania projektu, czyli mniej więcej w sierpniu 2011 roku, wykonawca ma nam zaktualizować te komputery, unowocześnić tak, by mogły jeszcze wytrzymać kolejne pięć lat.

Czy są jakieś perspektywy rozszerzenia projektu.

Formalnie nie, 200 beneficjentów to wszystko, co musimy i co możemy obsłużyć. Natomiast chciałabym, aby po zakończeniu projektu otworzyć tę sieć dla wszystkich mieszkańców. Taką możliwość uzyskamy po zakończeniu projektu czyli po dwóch latach.

Cały projekt wydaje się olbrzymi, jak na możliwości małej gminy.

Tak, w naszej gminie mieszka około 13 tys. osób. Z tego, co widziałam, dla projektu 8.3 gminy dostawały dofinansowanie na średnio około 30- 50 komputerów. 200 osób to rzeczywiście dużo, ale z drugiej strony nie mieliśmy problemów, żeby ludziom odmawiać. Praktycznie każdy, kto się zgłosił i spełniał warunki formalne, został zakwalifikowany do uczestnictwa. Była akcja promocyjna informująca mieszkańców o możliwościach, pomógł nam też Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

Czy to jednak nie było demoralizujące dla potencjalnych chętnych, nie trzeba było wykazać praktycznie żadnej inicjatywy, oprócz formalnego zgłoszenia się do programu.

To nie jest tak, jednak ludzie ci wykazują zainteresowanie. Nie jest łatwo na takim terenie, jak Gmina Halinów trafić do ludzi. Nie czytają gazet lokalnych, ogłoszeń czy plakatów. Dlatego też ci, którzy jakoś się dowiedzieli, zgłosili się sami, a później we współpracy z MOPS-em trzeba było dzwonić i informować o takich możliwościach. Nie odbywało się to w taki sposób, że jest pan uprawniony, proszę do nas przyjść i się podpisać. Teraz wiadomość szerzej się rozeszła i przychodzą następni, ale my już mamy listy zamknięte.

Szczerze mówiąc, wolałabym, żeby na tym pierwszym etapie selekcji zgłosiło się więcej osób, wtedy można by wykluczyć te rodziny, dla których udział w naszym programie nie jest taki oczywisty czy stworzyć warunki preferencyjne dla rodzin wielodzietnych, gdzie dla tych dzieciaków posiadanie i umiejętność obsługi komputera to być może warunek konieczny w dorosłym życiu.

Ile osób tak naprawdę obejmuje projekt?

Z 200 przydzielonych komputer ów, około 70 trafia do osób niepełnosprawnych. Szczerze mówiąc, nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tak dużo. Pozostałe to rodziny otrzymujące zasiłki, często wielodzietne. Przyjmujemy, że zakresem tej pomocy zostało objętych mniej więcej 5-7 % mieszkańców gminy.

Ile kosztował projekt?

Wartość projektu to prawie 2,5 miliona złotych. Prawie połowa – ok. 1,2 mln zł to budowa infrastruktury zasięgowej i jej obsługa przez okres dwóch lat, ok. 200 tys. pochłonęła aranżacja serwerowni, 950 tys. kosztowały komputery, w tym instalacja, podłączenie do sieci. 32 tys. mają kosztować szkolenia, promocja ma budżet ok. 7 tys. zł. Udział gminy w finansowaniu wyniósł 15 % wartości projektu.

Na jakie problemy natrafiliście Państwo przy wdrażaniu?

Problem podstawowy to ścisłe widełki budżetu. To, co napisaliśmy we wniosku jakiś czas temu ma być realizowane, niezależnie od tego, czy ma to sens. Ilość dokumentów, jakie trzeba prowadzić, jest przerażająca.

Na ile organy nadzorujące są skłonne do negocjacji, np. przy konieczności przesunięcia środków wewnątrz budżetu?

Do 10 % wartości poszczególnej kategorii możemy sami sobie przemieścić bez powiadamiania, chociaż ja nie odważyłabym się niczego zmieniać bez ich wiedzy. Natomiast nasz budżet się wywrócił w momencie, gdy zadecydowaliśmy o zmianie komputerów ze standardowych, gdyż trzeba było prawie 90 % z jednej z kategorii przesunąć do innej. Trochę czasu trwało, zanim uzyskaliśmy zgodę, ale na szczęście udało się.

Dziękuję za rozmowę.